Ja się rucham, a tymczasem Wojciech Jaruzelski umiera. A potem zmartwychwstaje, w otoczeniu kłaniających się w pas i przepraszających za pomyłkę pismaków. Tymczasem ja rozpadam się na atomy pod Twoim językiem, szybuję na orbitę od palców w obu dziurkach, omdlewam krztusząc się penisem. Nadstawiam ciągle chętne, gładkie ciało, wypinam dupę, rozchylam płatki cipki. Nie jestem w stanie się nasycić Tobą. Zachłannie rzucam się na Twojego penisa, pomrukiem radości przyjmując jego rośnięcie w moim gardle. Gdy długo cię ssę, głaszczę i liżę, a potem mam w ustach posmak Twojej spermy, jestem tak podniecona, że wystarczy mi parę ruchów języka, żebym miała orgazm. Krótki, bo pierwszy, będący wstępem do całej fali orgazmów, tak mocnych i długich, że nie jestem w stanie ich policzyć. Nie wymagasz zresztą ode mnie w łóżku skomplikowanej matematyki. Nie wymagasz w ogóle myślenia, bo wiesz doskonale, że doprowadzasz mnie do stanu, w którym moje fale mózgowe przestają płynąć.
***
Wchodzisz do pokoju, leżę na łóżku w słuchawkach. Mam rozrzucone szeroko nogi, jedną ręką trzymam iPada, drugą intensywnie poruszam wibratorem. Zamknięte oczy, otwarte usta, głowa odrzucona do tyłu pokazują Ci wyraźnie, że właśnie dochodzę. Podchodzisz i tryskasz mi spermą na twarz, częściowo do uchylonych ust, częściowo na policzek i szyję. Otwieram oczy i patrzę na Ciebie z oddaniem, drżąc w ostatnich szarpnięciach orgazmu. Sperma powoli zastyga na mojej twarzy, ale wilgoć w mojej cipce lśni zachęcająco. Możesz uklęknąć między moimi nogami i znów dać rozkosz, odczuwalną w każdej komórce mojego ciała.