Ja się rucham, a tymczasem Wojciech Jaruzelski umiera. A potem zmartwychwstaje, w otoczeniu kłaniających się w pas i przepraszających za pomyłkę pismaków. Tymczasem ja rozpadam się na atomy pod Twoim językiem, szybuję na orbitę od palców w obu dziurkach, omdlewam krztusząc się penisem. Nadstawiam ciągle chętne, gładkie ciało, wypinam dupę, rozchylam płatki cipki. Nie jestem w stanie się nasycić Tobą. Zachłannie rzucam się na Twojego penisa, pomrukiem radości przyjmując jego rośnięcie w moim gardle. Gdy długo cię ssę, głaszczę i liżę, a potem mam w ustach posmak Twojej spermy, jestem tak podniecona, że wystarczy mi parę ruchów języka, żebym miała orgazm. Krótki, bo pierwszy, będący wstępem do całej fali orgazmów, tak mocnych i długich, że nie jestem w stanie ich policzyć. Nie wymagasz zresztą ode mnie w łóżku skomplikowanej matematyki. Nie wymagasz w ogóle myślenia, bo wiesz doskonale, że doprowadzasz mnie do stanu, w którym moje fale mózgowe przestają płynąć.
***
Wchodzisz do pokoju, leżę na łóżku w słuchawkach. Mam rozrzucone szeroko nogi, jedną ręką trzymam iPada, drugą intensywnie poruszam wibratorem. Zamknięte oczy, otwarte usta, głowa odrzucona do tyłu pokazują Ci wyraźnie, że właśnie dochodzę. Podchodzisz i tryskasz mi spermą na twarz, częściowo do uchylonych ust, częściowo na policzek i szyję. Otwieram oczy i patrzę na Ciebie z oddaniem, drżąc w ostatnich szarpnięciach orgazmu. Sperma powoli zastyga na mojej twarzy, ale wilgoć w mojej cipce lśni zachęcająco. Możesz uklęknąć między moimi nogami i znów dać rozkosz, odczuwalną w każdej komórce mojego ciała.
Mesuinu
Ronin to samuraj bez pana. Mesuinu to suka. A jak nazwać sukę, która nie ma swojego Pana? Która rozpaczliwie tęskni za poddaństwem?
piątek, 5 grudnia 2014
piątek, 29 lipca 2011
Wizyta cz.1
Parę miesięcy rozmów na gadu, na skype, maili, mmsów... W końcu przyjeżdża. Ona się dzień wcześniej szykuje, bierze długą kąpiel, nakłada maseczki, kremy, balsamy, wymyśla najlepsze ułożenia włosów. Godziny płyną tak wolno, jakby coraz wolniej. Wreszcie wyczekany dzwonek do drzwi, ona spogląda w lustro, raz jeszcze poprawia ręką włosy, wciąga brzuch, przełyka ślinę, otwiera. Nnooo, wygląda jeszcze lepiej niż na obrazie z kamerki laptopa - myśli sobie. A głośno mówi:
- No hej. Wejdź. Napijesz się czegoś, kawy, herb...
Nie pozwala jej dokończyć. W czasie, gdy ona mówi, wchodzi, zamyka drzwi, łapie ją za głowę i przyciąga do swoich ust. Całuje mocno, niedelikatnie, wpychając jej język niemal do gardła. Szybko przestaje, łapie ją za ramiona i naciska w dół.
- Na kolana suko - mówi zimno.
- Ale... bo ja myślałam, że my... planowałam...
- Na. kolana. - powtarza spokojnie, ale jego chwyt się wzmacnia.
Jej przelatuje przez głowę myśl o siniakach na ramionach, ulega, klęka. On trzyma ją z włosy jedną ręką, a drugą rozpina spodnie. Pasek, guzik, rozporek. Wyciąga już częściowo sztywnego kutasa.
- Ssij - polecenie jest krótkie
- Ale... - ona próbuje coś jednak powiedzieć, na co czuje silny ucisk na szczęce - on złapał ją za brodę i podnosi jej głowę tak, by widziała jego oczy.
- Coś chcesz suko powiedzieć?
Jego oczy są zimne, obojętne, na twarzy nie ma cienia uśmiechu, trzyma ją naprawdę mocno, druga ręka jest naszykowana do uderzenia. Ją przeszywa fala strachu, otwiera usta i zaczyna ssać jego fiuta. Jest gorący, średnio gruby, nie bardzo długi, ale on się rusza i wpycha jej głęboko... Ona krztusi się, raz, drugi, on nie zwraca na to uwagi. Jej całą buzię wypełnia twardy już kutas, nie może się odsunąć, bo wciąż jest trzymana za głowę. Boi się i jednocześnie jest podniecona jak nigdy dotąd, czuje już, jak materiał jej majtek przesiąka wilgocią, sutki są sztywne, a cała skóra delikatnieje i wyczekuje dotyku. Próbuje ssać tak, żeby sprawić mu jak najwięcej rozkoszy, żeby jęknął, westchnął, okazał jakieś ludzkie uczucie, ale nie udaje się, on ją pieprzy w usta i nie wykazuje żadnych emocji. I gdy ona już czuje, że zaraz ją będzie boleć szyja i usta i gardło i że to przestaje być aż tak podniecające, a robi się nieprzyjemne, on nagle puszcza. Wysuwa się z jej ust, łapie ją na ręce i zanosi do sypialni, którą ona tak pracowicie sprzątała i przygotowywała na tę wizytę. Kładzie ją na łóżku, a sam staje obok i się rozbiera. Uważnie ją przy tym obserwuje, czy przypadkiem się nie rusza, nie próbuje usiąść, czy wstać. Rozebrany powoli wchodzi na łóżku, nachyla się nad nią, łapie jej ręce i przytrzymuje nad głową. Ich twarze są teraz naprzeciwko siebie, patrzą sobie w oczy. Jej wyrażają strach, podniecenie, szok, radość, zmieszanie - mnóstwo rzeczy naraz. Jego są wciąż zimne. Pochyla się niżej i zaskakująco delikatnie dotyka jej ust swoimi. Powolutku, czeka, aż ona rozchyli usta, całuje długo i czule. Jego wargi są miękkie, język tym razem spokojnie zwiedza jej usta, łączy się z jej językiem. Długo to trwa, ona zamyka oczy, całkowicie się zatraca w przyjemności, nie czuje żadnego bólu, strachu, nie myśli o niczym, cały świat znika. Otwiera oczy, gdy czuje że on odrywa swoje usta, patrzy na niego i jest urzeczona. Jego oczy nie są już tak obojętne, jest w nich czułość, ciepło, uśmiech, rozczulenie tą malutką dziewczynką, która leży pod nim. W jej oczach pojawia się to samo, uśmiecha się do niego szeroko, on uśmiech odwzajemnia, jest słodko i romantycznie.
Trwa to parę sekund... a potem jego uśmiech zaczyna się zmieniać, przez króciutką chwilę ona nie rozumie jak, ale widzi, że coś jest inaczej, zaraz rozpoznaje ten wyraz twarzy. Jego uśmiech z czułego robi się szyderczy, w oczach pojawia się złośliwy ognik, kiedy ona jeszcze się zastanawia, co to może znaczyć, on błyskawicznie się podnosi, obraca ją na brzuch. Jaki on silny, myśli ona, a potem już nic nie myśli, bo najpierw czuje, jak jej spodnie zjeżdżają w dół, a potem słyszy głośne plaśnięcie i okropny ból na pośladku. I po sekundzie na drugim. Krzyczy.
- Krzycz sobie suko, nikt ci nie pomoże - mówi on i dalej ją bije, uderzenia są mocne, szybkie, sprawiają taką rozkosz, że ona ma wrażenie, że jeszcze chwila a dostanie orgazmu od samego lania w tyłek.
- No hej. Wejdź. Napijesz się czegoś, kawy, herb...
Nie pozwala jej dokończyć. W czasie, gdy ona mówi, wchodzi, zamyka drzwi, łapie ją za głowę i przyciąga do swoich ust. Całuje mocno, niedelikatnie, wpychając jej język niemal do gardła. Szybko przestaje, łapie ją za ramiona i naciska w dół.
- Na kolana suko - mówi zimno.
- Ale... bo ja myślałam, że my... planowałam...
- Na. kolana. - powtarza spokojnie, ale jego chwyt się wzmacnia.
Jej przelatuje przez głowę myśl o siniakach na ramionach, ulega, klęka. On trzyma ją z włosy jedną ręką, a drugą rozpina spodnie. Pasek, guzik, rozporek. Wyciąga już częściowo sztywnego kutasa.
- Ssij - polecenie jest krótkie
- Ale... - ona próbuje coś jednak powiedzieć, na co czuje silny ucisk na szczęce - on złapał ją za brodę i podnosi jej głowę tak, by widziała jego oczy.
- Coś chcesz suko powiedzieć?
Jego oczy są zimne, obojętne, na twarzy nie ma cienia uśmiechu, trzyma ją naprawdę mocno, druga ręka jest naszykowana do uderzenia. Ją przeszywa fala strachu, otwiera usta i zaczyna ssać jego fiuta. Jest gorący, średnio gruby, nie bardzo długi, ale on się rusza i wpycha jej głęboko... Ona krztusi się, raz, drugi, on nie zwraca na to uwagi. Jej całą buzię wypełnia twardy już kutas, nie może się odsunąć, bo wciąż jest trzymana za głowę. Boi się i jednocześnie jest podniecona jak nigdy dotąd, czuje już, jak materiał jej majtek przesiąka wilgocią, sutki są sztywne, a cała skóra delikatnieje i wyczekuje dotyku. Próbuje ssać tak, żeby sprawić mu jak najwięcej rozkoszy, żeby jęknął, westchnął, okazał jakieś ludzkie uczucie, ale nie udaje się, on ją pieprzy w usta i nie wykazuje żadnych emocji. I gdy ona już czuje, że zaraz ją będzie boleć szyja i usta i gardło i że to przestaje być aż tak podniecające, a robi się nieprzyjemne, on nagle puszcza. Wysuwa się z jej ust, łapie ją na ręce i zanosi do sypialni, którą ona tak pracowicie sprzątała i przygotowywała na tę wizytę. Kładzie ją na łóżku, a sam staje obok i się rozbiera. Uważnie ją przy tym obserwuje, czy przypadkiem się nie rusza, nie próbuje usiąść, czy wstać. Rozebrany powoli wchodzi na łóżku, nachyla się nad nią, łapie jej ręce i przytrzymuje nad głową. Ich twarze są teraz naprzeciwko siebie, patrzą sobie w oczy. Jej wyrażają strach, podniecenie, szok, radość, zmieszanie - mnóstwo rzeczy naraz. Jego są wciąż zimne. Pochyla się niżej i zaskakująco delikatnie dotyka jej ust swoimi. Powolutku, czeka, aż ona rozchyli usta, całuje długo i czule. Jego wargi są miękkie, język tym razem spokojnie zwiedza jej usta, łączy się z jej językiem. Długo to trwa, ona zamyka oczy, całkowicie się zatraca w przyjemności, nie czuje żadnego bólu, strachu, nie myśli o niczym, cały świat znika. Otwiera oczy, gdy czuje że on odrywa swoje usta, patrzy na niego i jest urzeczona. Jego oczy nie są już tak obojętne, jest w nich czułość, ciepło, uśmiech, rozczulenie tą malutką dziewczynką, która leży pod nim. W jej oczach pojawia się to samo, uśmiecha się do niego szeroko, on uśmiech odwzajemnia, jest słodko i romantycznie.
Trwa to parę sekund... a potem jego uśmiech zaczyna się zmieniać, przez króciutką chwilę ona nie rozumie jak, ale widzi, że coś jest inaczej, zaraz rozpoznaje ten wyraz twarzy. Jego uśmiech z czułego robi się szyderczy, w oczach pojawia się złośliwy ognik, kiedy ona jeszcze się zastanawia, co to może znaczyć, on błyskawicznie się podnosi, obraca ją na brzuch. Jaki on silny, myśli ona, a potem już nic nie myśli, bo najpierw czuje, jak jej spodnie zjeżdżają w dół, a potem słyszy głośne plaśnięcie i okropny ból na pośladku. I po sekundzie na drugim. Krzyczy.
- Krzycz sobie suko, nikt ci nie pomoże - mówi on i dalej ją bije, uderzenia są mocne, szybkie, sprawiają taką rozkosz, że ona ma wrażenie, że jeszcze chwila a dostanie orgazmu od samego lania w tyłek.
poniedziałek, 23 maja 2011
Upojenie bólem
W całym ciele czuć pulsowanie. Pieczenie dupy i ud, zlanych pejczem i szpicrutą tak mocno, że nie został skrawek miejsca, które nie byłoby czerwone. Ból mięśni, ścięgien w nogach rozciąganych przez grubą linę. Suchość w ustach po łapczywym łykaniu powietrza i spazmatycznych krzykach.
Suka jest wymęczona.
Leży na łóżku ciężko oddychając, dotykając rozpalonego ciała, sprawdzając palcem gdzie ma siniaki, czekając aż serce przestanie tak walić. Spocona, umazana śliną, spermą, lubrykantem, własnymi sokami...
Suka wspomina.
Wspomina sam początek - gdy przyszedł, od razu po zamknięciu drzwi złapał ją za gardło, zmusił do patrzenia na siebie i zadał jakieś nieznaczące nic pytanie. Z wrażenia nie potrafiła na nie odpowiedzieć, więc powtórzył... zawsze musiała odpowiedzieć. Zawsze. Brutalnie wsunął jej rękę do majtek, sprawdził czy ładnie się wydepilowała, popieścił szybko palcem jej cipkę. Tak, żeby poczuła w całym ciele obezwładniającą rozkosz, ale żeby bynajmniej nie doszła. Zaśmiał się, widząc jej podniecenie i rzucił: "idziemy". Wyszli do miasta na kawę. On idealnie spokojny i opanowany, ona na lekko już drżących nogach. Nic się przecież jeszcze nie stało... nic takiego.... a ledwo kontrolowała swój strach, podniecenie, oczekiwanie...
Jazda metrem... spacer... kawa... zwyczajna rozmowa. Jak dwójka znajomych, jak zupełnie zwyczajni ludzie, jak każdy...
Wspomina tę chwilę, gdy wrócili. Gdy zamknęła drzwi, zdjęła buty, spodnie, delikatne stringi - wszystko pod jego spokojnym spojrzeniem, na cichy rozkaz. Potem komendy. "Stań tu. Oprzyj ręce. Nogi szerzej. Szerzej! Nie słuchasz się suko? Nie odwracaj głowy. Stój tak."
Stała. Pozornie spokojna, w środku już wariująca z oczekiwania. Z podniecenia. Delikatny dotyk skórzanej szpicruty na pośladku... i cios. Jeden, drugi, trzeci. I chwileczka przerwy, delikatne trącanie... każde mogło zamienić się w świszczące uderzenie... nie wiedziała które. Bił spokojnie i metodycznie, obserwując, jak na jej ciele pojawiają się czerwone smugi. Lubił symetrię - nie była w stanie liczyć uderzeń, nie wiedziała, czy było ich tyle samo, ale ból na lewym i prawym pośladku... na udach.. był taki sam. Nawet nie krzyczała. Ból był tak świeży, cudowny, upajający, że stała tylko pełna wdzięczności.
- Twarda jesteś, suko? Nawet nie piśniesz? Dobrze, zobaczymy jak teraz.
Nie obejrzała się. Domyśliła, że zmienił szpicrutę na pejcz. Poczuła kolejne uderzenia. Pejcz był krótki, złożony z kilkunastu skórzanych rzemyków. Bolało bardziej. Jęknęła parę razy, krzyknęła, gdy jeden z rzemyków przewidzianych na wewnętrzną stronę uda trafił ją w cipkę. Ten ból był inny, dużo mocniejszy, odruchowo cofnęła biodra.
- Wypnij dupę - zmroził ją krótki rozkaz pana. Posłusznie się wypięła... w nagrodę Pan się zbliżył i uderzył ręką. Najbardziej boleśnie... i najbardziej cudownie. Zapominała o oddychaniu, gdy dłoń Pana spadała na jej pośladki. Tak dobrze. Tak strasznie. Przy okazji sprawdził, czy już jest mokra, zaśmiał się cicho, poczuwszy jak bardzo. Jeszcze kilka uderzeń pejczem i pozwolił jej stanąć normalnie.
- Rozłóż łóżko - rzucił i stał za nią, obserwując, jak z wypiętym tyłkiem, trzęsącymi się rękami nieudolnie rozkłada prześcieradło. Cały czas oczekiwała na uderzenie... Niewiedza, czy ono nastąpi, niewiedza jaki Pan ma wyraz twarzy, czy coś szykuje, czy tylko patrzy... była oszałamiająca. Była wspaniała. A był to zaledwie wstęp, początek tego wszystkiego, co nastąpiło potem.
sobota, 27 listopada 2010
Samotność suki
Nie ma Pana. Odszedł... W niebyt. Przestał istnieć. Zniknął obowiązek codziennego witania i żegnania Pana. Konieczność robienia i wysyłania mu zdjęć. Nieprzyzwoitych zdjęć, bynajmniej nie artystycznych. Ginekologicznie otwarta szeroko cipka. Goła, wypięta dupa. Wibrator w odbycie. Płytko i głębiej, zrobiła całą serię, żeby wysyłać mu po kolei, ale po pierwszym on od razu zażądał następnych. Palce z krwistym, czerwonym lakierem na paznokciach, rozchylające płatki warg sromowych, pieszczące łechtaczkę. Wibrator w ustach - zdjęcie robione ręką, z góry, z jej oczami patrzącymi prosto w obiektyw. Tak, jej Pan sporo wymagał w kwestii zdjęć.
Siedziała w pracy, a on jej kazał wyjść do łazienki, zrobić zdjęcie i mu przesłać. Jeszcze nie wytresowana, stawiała się... że musi pracować, że nie chce jej się, że w łazience złe światło i zdjęcie będzie brzydkie... Zbierała wtedy ostry opierdol i obietnice najbardziej wyszukanych tortur, gdy się spotkają. Cały czas czuła tą smycz - choć wirtualną, wymyśloną... Ale była tam. Czuła obecność Pana w swoim życiu. Cały czas. Napięcie. Kontrolę. Niepewność - kiedy Pan się odezwie? Kiedy dostanie nowe zadanie, rozkaz? Niesamowicie to ją podniecało.
I zniknęło... Zupełnie. Suka jest opuszczona, płacze, tęskni, nie wie co ze sobą zrobić. Każda suka potrzebuję Pana. Potrzebuje czuć ten mentalny ucisk na gardle, być posłuszną właścicielowi. Bezpańska suka... Najbardziej żałosna rzecz na świecie.
Siedziała w pracy, a on jej kazał wyjść do łazienki, zrobić zdjęcie i mu przesłać. Jeszcze nie wytresowana, stawiała się... że musi pracować, że nie chce jej się, że w łazience złe światło i zdjęcie będzie brzydkie... Zbierała wtedy ostry opierdol i obietnice najbardziej wyszukanych tortur, gdy się spotkają. Cały czas czuła tą smycz - choć wirtualną, wymyśloną... Ale była tam. Czuła obecność Pana w swoim życiu. Cały czas. Napięcie. Kontrolę. Niepewność - kiedy Pan się odezwie? Kiedy dostanie nowe zadanie, rozkaz? Niesamowicie to ją podniecało.
I zniknęło... Zupełnie. Suka jest opuszczona, płacze, tęskni, nie wie co ze sobą zrobić. Każda suka potrzebuję Pana. Potrzebuje czuć ten mentalny ucisk na gardle, być posłuszną właścicielowi. Bezpańska suka... Najbardziej żałosna rzecz na świecie.
sobota, 20 listopada 2010
Wilgoć
Pan siedzi w fotelu i czyta gazetę. Powoli, niepewnie, naga suka podchodzi, patrzy z miłością, uśmiecha się. Ostrożnie zbliża twarz do tego miejsca między szyją a ramieniem Pana. Delikatnie całuje, podnosi trochę głowę i ociera policzek o brodę. Kłuje, Pan się nie golił dzisiaj. Nie czuje sprzeciwu, więc podnosi głowę jeszcze wyżej, ociera się i kłujący policzek, mruczy cichutko z rozkoszy, łasi się coraz śmielej. Pan siedzi spokojnie, udając że jej nie zauważa. Zajęty swoimi sprawami. Nieobecny... Do czasu.
Kłucie zarostu jest niczym przy bólu uderzenia, które nagle spada na policzek suki. Jedno. Drugie, trzecie. Piekący ból, szok, suka otwiera szeroko oczy, ciężko oddycha.
- Co to kurwa jest? Czy ja ci szmato pozwoliłem się o mnie ocierać? Co ty sobie wyobrażasz?
Głos Pana wibruje gniewem, w oczach widać złość.
- Odsuń się. Stań przy ścianie, twarzą do niej. Oprzyj ręce, rozsuń nogi. Szerzej. Szerzej, kurwa, co to ma być?
Suka z bezgłośnym szlochem stoi przy ścianie, nogi lekko drżą, ręce tak samo. Zimno. Pan stoi za nią, delektuje się jej szokiem, jej strachem, jej drżeniem. Uderza w pośladek. Od razu mocno, z całej siły. Suka zaciska zęby, próbuje stłumić jęk. Palec Pana dotyka jej cipki.
- A co to? Suka już mokra? Cieknie z niej? Jak z suki cieknie, to trzeba coś z tym zrobić. Na kolana, dziwko, natychmiast. Wypnij tyłek. O tak. Dobrze. Klęcz tak, nie odwracaj się.
Pan wychodzi. Nie ma go dłuższą chwilę, wraca, staje za suką. Stoi. Nic nie mówi.
Drgnięcie głowy suki.
- Nie odwracaj się. Zabraniam.
Suka przestaje się ruszać. Na czworakach, z wypiętym mocno tyłkiem, czeka na... Nie wie na co. Nasłuchuje, próbując odgadnąć co Pan robi. Ale nic nie słyszy, nie wie co Pan trzyma w ręku, nie wie co przyniósł, nie wie co ją czeka. Boi się.
Pan spokojnie stoi, daje jej strachowi urosnąć, daje jej się podniecić jeszcze bardziej.
Wreszcie nachyla się i mówi powoli
- Mokra suka, tak? Cieknie jej po nogach wilgoć, wiesz co się wtedy robi z suką? Trzeba ją zatkać, żeby nie ciekła.
Nim suka przetrawi w głowie te słowa, nim się zorientuje co właściwie one znaczą, czuje nagły ból w pupie. Powoli, ale nieubłaganie, stanowczo, Pan wsuwa w jej odbyt jakiś przedmiot. Twardy. Coraz większy, coraz głębiej wchodzący. Zimny. Ból narasta, kiedy wydaje się, że już nie może być większy, ruch ustaje. Przedmiot - teraz już suka domyśla się, że to korek analny - zostaje na swoim miejscu. Ale już, od razu, nim suka złapie oddech, nim przyzwyczai się do sytuacji, czuje że coś się wsuwa także w jej cipkę. Znów twarde i zimne, ale trochę inne. Wibrator. Dużo mniejszy, ale i tak sukę przeszywa fala bólu i rozkoszy.
- Tak. Właśnie. Suko. Się. Robi. Jak. Suka. Się. Zmoczy. Zatyka. Się. Jej. Dziury.
Pan mówi rytmicznie, porusza wibratorem według tego samego rytmu. Trzyma wibrator tak, żeby dodatkowo palcem przesuwać po jej łechtaczce w miarę jak ją posuwa. Mocno. Coraz szybciej. Suka jęczy, po całym ciele rozlewa się fala bólu, który jest rozkoszą. Rozkoszy, która sprawia ból, mąci zmysły.
Do tego po chwili dołącza kolejny ból. Drugą ręką pan zaczyna ją bić w tyłek. Coraz mocniej. Teraz suka już nie jęczy, już krzyczy, z oczu jej ciekną łzy, z otwartych ust ślina, która kapie na podłogę. Nie trzeba długo, żeby wstrząsnął nią mocny orgazm. I jeszcze, jeszcze, Pan ją rżnie wibratorem, pokrywa jej pośladki uderzeniami, suka krzyczy, jęczy, rzęzi, przestaje zupełnie kontrolować wydawane przez siebie odgłosy. Kolejny orgazm, ból, suka już nawet nie słyszy własnych krzyków. Jest na granicy omdlenia. Kiedy wydaje się, że zaraz straci przytomność, Pan przestaje. Pozwala suce przewrócić się na bok, wysuwa z niej wibrator i korek, nie zwraca uwagi na wypływające za nimi soki. Odkłada zabawki, nachyla się nad suką, delikatnie ją głaszcze po ciele. Całuje jej twarz, zlizuje łzy.
- Już dobrze, byłaś bardzo grzeczną suczką, jestem zadowolony z ciebie.
Suka słyszy chlupot wody i po chwili jej spocone, pokryte potem, wilgocią, żelem, którym był nasmarowany korek, ciało zostaje delikatnie obmyte zwilżoną gąbką. Chłodna woda koi odrobinę piekące miejsca na tyłku. Pan odgarnia jej włosy z twarzy, głaszcze.
- Leż suczko, dobrze się spisałaś, odpocznij sobie.
Odchodzi. Suka leży, oddech powoli wraca do normy, tak samo bicie serca, które trzepotało się w piersiach jak ptak w klatce. Już dobrze. Pan jest zadowolony. Już po wszystkim. Słyszy kroki Pana, nie podnosi głowy, czuje jak Pan się nachyla. Bez słowa zakłada jej coś na szyję. Znów bezgłośny jęk i fala szczęścia. Pan założył jej obrożę. Zasłużyła. Och jak dobrze, jak wspaniale. Jest dobrą suką i dostała nagrodę.
Ale tu kończy się jej odpoczynek i czułości Pana. Do kółka w obroży zostaje przypięta smycz, suka słyszy:
- Koniec tego leżenia, wstawaj!
Próbuje się podnieść jak najszybciej, ale nogi jeszcze drżą po ostrym rżnięciu, zresztą i tak by nie miała szans zdążyć, szarpnięcie smyczy ją podnosi na kolana. Potem Pan ciągnie, suka sunie po podłodze, zbliżając się do niego. Podnosi wreszcie głowę i widzi, że klęczy przed Panem, który też jest już nagi, nie wie kiedy się rozebrał, ale nie ma czasu o tym myśleć teraz. W ogóle nie ma czasu myśleć, bo pada ostry rozkaz:
- Teraz otwieraj usta i ssij, suko
I jakby miała jakiekolwiek wątpliwości, Pan łapie ją za kark i zbliża jej twarz do swojego kutasa. Suka posłusznie otwiera usta, kutas się w nie wdziera, mocno, brutalnie, głęboko. Znów się zaczyna rozkosz i ból.
Kłucie zarostu jest niczym przy bólu uderzenia, które nagle spada na policzek suki. Jedno. Drugie, trzecie. Piekący ból, szok, suka otwiera szeroko oczy, ciężko oddycha.
- Co to kurwa jest? Czy ja ci szmato pozwoliłem się o mnie ocierać? Co ty sobie wyobrażasz?
Głos Pana wibruje gniewem, w oczach widać złość.
- Odsuń się. Stań przy ścianie, twarzą do niej. Oprzyj ręce, rozsuń nogi. Szerzej. Szerzej, kurwa, co to ma być?
Suka z bezgłośnym szlochem stoi przy ścianie, nogi lekko drżą, ręce tak samo. Zimno. Pan stoi za nią, delektuje się jej szokiem, jej strachem, jej drżeniem. Uderza w pośladek. Od razu mocno, z całej siły. Suka zaciska zęby, próbuje stłumić jęk. Palec Pana dotyka jej cipki.
- A co to? Suka już mokra? Cieknie z niej? Jak z suki cieknie, to trzeba coś z tym zrobić. Na kolana, dziwko, natychmiast. Wypnij tyłek. O tak. Dobrze. Klęcz tak, nie odwracaj się.
Pan wychodzi. Nie ma go dłuższą chwilę, wraca, staje za suką. Stoi. Nic nie mówi.
Drgnięcie głowy suki.
- Nie odwracaj się. Zabraniam.
Suka przestaje się ruszać. Na czworakach, z wypiętym mocno tyłkiem, czeka na... Nie wie na co. Nasłuchuje, próbując odgadnąć co Pan robi. Ale nic nie słyszy, nie wie co Pan trzyma w ręku, nie wie co przyniósł, nie wie co ją czeka. Boi się.
Pan spokojnie stoi, daje jej strachowi urosnąć, daje jej się podniecić jeszcze bardziej.
Wreszcie nachyla się i mówi powoli
- Mokra suka, tak? Cieknie jej po nogach wilgoć, wiesz co się wtedy robi z suką? Trzeba ją zatkać, żeby nie ciekła.
Nim suka przetrawi w głowie te słowa, nim się zorientuje co właściwie one znaczą, czuje nagły ból w pupie. Powoli, ale nieubłaganie, stanowczo, Pan wsuwa w jej odbyt jakiś przedmiot. Twardy. Coraz większy, coraz głębiej wchodzący. Zimny. Ból narasta, kiedy wydaje się, że już nie może być większy, ruch ustaje. Przedmiot - teraz już suka domyśla się, że to korek analny - zostaje na swoim miejscu. Ale już, od razu, nim suka złapie oddech, nim przyzwyczai się do sytuacji, czuje że coś się wsuwa także w jej cipkę. Znów twarde i zimne, ale trochę inne. Wibrator. Dużo mniejszy, ale i tak sukę przeszywa fala bólu i rozkoszy.
- Tak. Właśnie. Suko. Się. Robi. Jak. Suka. Się. Zmoczy. Zatyka. Się. Jej. Dziury.
Pan mówi rytmicznie, porusza wibratorem według tego samego rytmu. Trzyma wibrator tak, żeby dodatkowo palcem przesuwać po jej łechtaczce w miarę jak ją posuwa. Mocno. Coraz szybciej. Suka jęczy, po całym ciele rozlewa się fala bólu, który jest rozkoszą. Rozkoszy, która sprawia ból, mąci zmysły.
Do tego po chwili dołącza kolejny ból. Drugą ręką pan zaczyna ją bić w tyłek. Coraz mocniej. Teraz suka już nie jęczy, już krzyczy, z oczu jej ciekną łzy, z otwartych ust ślina, która kapie na podłogę. Nie trzeba długo, żeby wstrząsnął nią mocny orgazm. I jeszcze, jeszcze, Pan ją rżnie wibratorem, pokrywa jej pośladki uderzeniami, suka krzyczy, jęczy, rzęzi, przestaje zupełnie kontrolować wydawane przez siebie odgłosy. Kolejny orgazm, ból, suka już nawet nie słyszy własnych krzyków. Jest na granicy omdlenia. Kiedy wydaje się, że zaraz straci przytomność, Pan przestaje. Pozwala suce przewrócić się na bok, wysuwa z niej wibrator i korek, nie zwraca uwagi na wypływające za nimi soki. Odkłada zabawki, nachyla się nad suką, delikatnie ją głaszcze po ciele. Całuje jej twarz, zlizuje łzy.
- Już dobrze, byłaś bardzo grzeczną suczką, jestem zadowolony z ciebie.
Suka słyszy chlupot wody i po chwili jej spocone, pokryte potem, wilgocią, żelem, którym był nasmarowany korek, ciało zostaje delikatnie obmyte zwilżoną gąbką. Chłodna woda koi odrobinę piekące miejsca na tyłku. Pan odgarnia jej włosy z twarzy, głaszcze.
- Leż suczko, dobrze się spisałaś, odpocznij sobie.
Odchodzi. Suka leży, oddech powoli wraca do normy, tak samo bicie serca, które trzepotało się w piersiach jak ptak w klatce. Już dobrze. Pan jest zadowolony. Już po wszystkim. Słyszy kroki Pana, nie podnosi głowy, czuje jak Pan się nachyla. Bez słowa zakłada jej coś na szyję. Znów bezgłośny jęk i fala szczęścia. Pan założył jej obrożę. Zasłużyła. Och jak dobrze, jak wspaniale. Jest dobrą suką i dostała nagrodę.
Ale tu kończy się jej odpoczynek i czułości Pana. Do kółka w obroży zostaje przypięta smycz, suka słyszy:
- Koniec tego leżenia, wstawaj!
Próbuje się podnieść jak najszybciej, ale nogi jeszcze drżą po ostrym rżnięciu, zresztą i tak by nie miała szans zdążyć, szarpnięcie smyczy ją podnosi na kolana. Potem Pan ciągnie, suka sunie po podłodze, zbliżając się do niego. Podnosi wreszcie głowę i widzi, że klęczy przed Panem, który też jest już nagi, nie wie kiedy się rozebrał, ale nie ma czasu o tym myśleć teraz. W ogóle nie ma czasu myśleć, bo pada ostry rozkaz:
- Teraz otwieraj usta i ssij, suko
I jakby miała jakiekolwiek wątpliwości, Pan łapie ją za kark i zbliża jej twarz do swojego kutasa. Suka posłusznie otwiera usta, kutas się w nie wdziera, mocno, brutalnie, głęboko. Znów się zaczyna rozkosz i ból.
Oto ja, służebnica Pana
Panie
nie jestem jeszcze godna
ale przyjmij mnie taką, jaka jestem
bądź cierpliwy
cierpliwość popłaca
bądź mądry, mądrzejszy od głupiej suki
słuchaj
rozkazuj
rządź
Wybaczaj swojej suce, jako że ma ona prawo do potknięć
Nie wystawiaj na zbyt ciężkie próby
jeśli wiesz, że to zostawi blizny w duszy
Bij ją i karz, jeśli zasłużyła
Nagradzaj za dobre zachowanie, a ona ci odpłaci jeszcze większą pokorą
Bądź dla niej przewodnikiem, Panem, treserem
Bądź
Pilnuj jej
Dbaj o swoją zabawkę
nie jestem jeszcze godna
ale przyjmij mnie taką, jaka jestem
bądź cierpliwy
cierpliwość popłaca
bądź mądry, mądrzejszy od głupiej suki
słuchaj
rozkazuj
rządź
Wybaczaj swojej suce, jako że ma ona prawo do potknięć
Nie wystawiaj na zbyt ciężkie próby
jeśli wiesz, że to zostawi blizny w duszy
Bij ją i karz, jeśli zasłużyła
Nagradzaj za dobre zachowanie, a ona ci odpłaci jeszcze większą pokorą
Bądź dla niej przewodnikiem, Panem, treserem
Bądź
Pilnuj jej
Dbaj o swoją zabawkę
piątek, 19 listopada 2010
Gardło
"Zgwałcę ci gardło, suko" - piszesz, a ja zdawkowo komentuję, udaję obojętną, chłodną, choć w głowie burza myśli. Kończymy rozmawiać, myśli się kotłują... Biorę wibrator, odchylam głowę do tyłu, otwieram szeroko usta, powoli wsuwam chłodny plastik. Głębiej i głębiej. Wibrator dotyka ścianki gardła, kaszlę, czuję podchodzącą do góry zawartość żołądka, jest jak wtedy, gdy zmęczona mdłościami sama wywołuję u siebie wymioty dwoma palcami. Zdegustowana wyciągam zabawkę z ust. Rozmyślam.
Może nie jeść nic cały dzień. Może zwymiotować wcześniej. Odrzucam pomysły, przypominając sobie najgorsze migreny, kiedy rzygałam nawet jak teoretycznie nie miałam czym. Kwasem żołądkowym? Żółcią? Nie wiem, nie znam się, wiem, że można wymiotować długo i tak, że aż się wszystko skręca w środku.
Ustalam z Tobą safe sign. Dopytuję doświadczonych koleżanek. Trochę się uspokajam. Trochę... Za mało, wciąż się boję. Ale wciąż chcę, ciekawość "jak to będzie" jest nie do zniesienia, pali mnie.
Może nie jeść nic cały dzień. Może zwymiotować wcześniej. Odrzucam pomysły, przypominając sobie najgorsze migreny, kiedy rzygałam nawet jak teoretycznie nie miałam czym. Kwasem żołądkowym? Żółcią? Nie wiem, nie znam się, wiem, że można wymiotować długo i tak, że aż się wszystko skręca w środku.
Ustalam z Tobą safe sign. Dopytuję doświadczonych koleżanek. Trochę się uspokajam. Trochę... Za mało, wciąż się boję. Ale wciąż chcę, ciekawość "jak to będzie" jest nie do zniesienia, pali mnie.
Good photo
Tak. Wysłałeś mi dobre zdjęcie. Przekazuje emocje. Złość. Pogardę. Gniew. Obrzydzenie do suki, do tego worka na spermę. Tylko tym, i aż tym jestem. Poddam się tresurze. Żeby ujrzeć uśmiech triumfu na tej twarzy. Uśmiech zadowolenia. Uśmiech zwycięstwa.
Zobaczyć zadowolenie swojego Pana. Tu Pan patrzy i jest zły. Rozczarowany. Postawą suki, jej zachowaniem.
Chce ją ukarać, zeszmacić, zgwałcić. Sponiewierać.
Tak, Panie. Przyznaję, popełniłam błąd, zachowałam się źle, przyznaję, żałuję, och jak bardzo tego żałuję. Pragnę poddać się karze, znieść ją z pokorą, by Pan mógł być zadowolony z suki. By tresura odniosła sukces.
By zostać rasową kurwą. Chcę tego, Panie, bardzo chcę.
Zobaczyć zadowolenie swojego Pana. Tu Pan patrzy i jest zły. Rozczarowany. Postawą suki, jej zachowaniem.
Chce ją ukarać, zeszmacić, zgwałcić. Sponiewierać.
Tak, Panie. Przyznaję, popełniłam błąd, zachowałam się źle, przyznaję, żałuję, och jak bardzo tego żałuję. Pragnę poddać się karze, znieść ją z pokorą, by Pan mógł być zadowolony z suki. By tresura odniosła sukces.
By zostać rasową kurwą. Chcę tego, Panie, bardzo chcę.
Strach, który paraliżuje
Wiele jest rzeczy nowych. Nieznanych. Kuszących, ale i wprawiających w lęk. Lęk, który lubię, ale który zapiera dech.
Boję się, że będzie za dużo. Że użyję safe word, albo safe sign. Że przerwiemy sesję. Przerwiemy coś, co mi robisz. Boję się Twojej reakcji wtedy.
Powiesz z pogardą, że nie zasługuję na to, by być Twoją suką? Odtrącisz mnie? Każesz spierdalać?
Czy przytulisz i powiesz że dobrze, że ok, że miałam prawo? Nie wiem, naprawdę. Boję się odrzucenia, ale też nie chcę robić czegoś, co zdecydowanie mi się nie będzie podobało. Co mnie naprawdę upodli, zrani, dotknie.
Jestem rozdarta między chęcią bycia sobą, egoistycznym pragnieniem sprawiania sobie przyjemności, a więc zgadzania się tylko na to, co mi da rozkosz... nawet jeśli to rozkosz z bólu płynąca... a lękiem, że jeśli się nie zgodzę, to Pan odejdzie rozczarowany.
Powiedz mi proszę. Powiedz jak to jest. Jak to będzie. Czy mam prawo do pozostania sobą, nieprzełamywania granic na siłę bez strachu, że Cię to rozczaruje, zniesmaczy, zniechęci?
Boję się, że będzie za dużo. Że użyję safe word, albo safe sign. Że przerwiemy sesję. Przerwiemy coś, co mi robisz. Boję się Twojej reakcji wtedy.
Powiesz z pogardą, że nie zasługuję na to, by być Twoją suką? Odtrącisz mnie? Każesz spierdalać?
Czy przytulisz i powiesz że dobrze, że ok, że miałam prawo? Nie wiem, naprawdę. Boję się odrzucenia, ale też nie chcę robić czegoś, co zdecydowanie mi się nie będzie podobało. Co mnie naprawdę upodli, zrani, dotknie.
Jestem rozdarta między chęcią bycia sobą, egoistycznym pragnieniem sprawiania sobie przyjemności, a więc zgadzania się tylko na to, co mi da rozkosz... nawet jeśli to rozkosz z bólu płynąca... a lękiem, że jeśli się nie zgodzę, to Pan odejdzie rozczarowany.
Powiedz mi proszę. Powiedz jak to jest. Jak to będzie. Czy mam prawo do pozostania sobą, nieprzełamywania granic na siłę bez strachu, że Cię to rozczaruje, zniesmaczy, zniechęci?
czwartek, 18 listopada 2010
Chcę...
Być związana. Całkiem. Tak, żeby nie móc ruszyć żadną kończyną. Zdana na łaskę i niełaskę Pana.
Być zakneblowana. Jego dłonią. Lub kneblem. Żeby nie móc krzyczeć z rozkoszy.
Być bita. Mocne uderzenia w pośladki. W twarz. W piersi. Lżej w cipkę. W inne miejsca? ... nie wiem...
Być podduszana. Prawie do omdlenia. Prawie.
Być podtapiana? ... nie wiem... Kusi. Straszy. Intryguje.
Mieć wibrator w dupce, a kutasa Pana w cipce. Albo odwrotnie. Nigdy tak nie miałam. Bardzo chcę.
Chcę słyszeć kim jestem. Suką. Kurwą. Szmatą. Dziwką. Wszystkie inne pogardliwe określenia, jakie jesteś w stanie wymyślić.
Być poniżona. Zeszmacona. Zgwałcona słowami. Bardzo, och bardzo.
Łasić się u Twoich nóg. Piszczeć. Podchodzić na kolanach. Skamleć. Jęczeć, Krzyczeć, wić się z bólu.
Chcę być zbrukana spermą Pana. Opluta przez niego. Splugawiona. Osikana? ... nie wiem...
Chcę, żeby Pan doszedł w moich ustach. Nie raz. Łykać jego spermę. Zlizywać ją z palców. Z podłogi. Z siebie. Z niego. Zewsząd. Słodką, magnetyzującą spermę.
Chcę mieć założoną obrożę. Ładną. Gustowną. Z kółeczkiem do przypięcia smyczy. Chcę poczuć szarpnięcie zmuszające mnie do uklęknięcia. Do pełznięcia za Panem. Chcę czuć ucisk na szyi. Chcę czuć niewolę. Bardzo.
Chcę być przywiązana, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu, z rozszerzonymi nogami i cipką wystawioną na palce i język Pana. Chcę być lizana tak długo, że kolejne orgazmy będą mnie coraz bardziej osłabiać, wstrząsać moim ciałem, wprawiać je w niewiarygodne wręcz drżenie. Chcę wyć z rozkoszy, jaką daje język na mojej łechtaczce. Błagać o jeszcze.
Chcę być zniewolona.
Chcę być zabawką.
Ciałem i duszą oddaną Panu. Bezwolną. Posłuszną. Suką... Twoją i tylko Twoją.
Być zakneblowana. Jego dłonią. Lub kneblem. Żeby nie móc krzyczeć z rozkoszy.
Być bita. Mocne uderzenia w pośladki. W twarz. W piersi. Lżej w cipkę. W inne miejsca? ... nie wiem...
Być podduszana. Prawie do omdlenia. Prawie.
Być podtapiana? ... nie wiem... Kusi. Straszy. Intryguje.
Mieć wibrator w dupce, a kutasa Pana w cipce. Albo odwrotnie. Nigdy tak nie miałam. Bardzo chcę.
Chcę słyszeć kim jestem. Suką. Kurwą. Szmatą. Dziwką. Wszystkie inne pogardliwe określenia, jakie jesteś w stanie wymyślić.
Być poniżona. Zeszmacona. Zgwałcona słowami. Bardzo, och bardzo.
Łasić się u Twoich nóg. Piszczeć. Podchodzić na kolanach. Skamleć. Jęczeć, Krzyczeć, wić się z bólu.
Chcę być zbrukana spermą Pana. Opluta przez niego. Splugawiona. Osikana? ... nie wiem...
Chcę, żeby Pan doszedł w moich ustach. Nie raz. Łykać jego spermę. Zlizywać ją z palców. Z podłogi. Z siebie. Z niego. Zewsząd. Słodką, magnetyzującą spermę.
Chcę mieć założoną obrożę. Ładną. Gustowną. Z kółeczkiem do przypięcia smyczy. Chcę poczuć szarpnięcie zmuszające mnie do uklęknięcia. Do pełznięcia za Panem. Chcę czuć ucisk na szyi. Chcę czuć niewolę. Bardzo.
Chcę być przywiązana, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu, z rozszerzonymi nogami i cipką wystawioną na palce i język Pana. Chcę być lizana tak długo, że kolejne orgazmy będą mnie coraz bardziej osłabiać, wstrząsać moim ciałem, wprawiać je w niewiarygodne wręcz drżenie. Chcę wyć z rozkoszy, jaką daje język na mojej łechtaczce. Błagać o jeszcze.
Chcę być zniewolona.
Chcę być zabawką.
Ciałem i duszą oddaną Panu. Bezwolną. Posłuszną. Suką... Twoją i tylko Twoją.
Subskrybuj:
Posty (Atom)