"Zgwałcę ci gardło, suko" - piszesz, a ja zdawkowo komentuję, udaję obojętną, chłodną, choć w głowie burza myśli. Kończymy rozmawiać, myśli się kotłują... Biorę wibrator, odchylam głowę do tyłu, otwieram szeroko usta, powoli wsuwam chłodny plastik. Głębiej i głębiej. Wibrator dotyka ścianki gardła, kaszlę, czuję podchodzącą do góry zawartość żołądka, jest jak wtedy, gdy zmęczona mdłościami sama wywołuję u siebie wymioty dwoma palcami. Zdegustowana wyciągam zabawkę z ust. Rozmyślam.
Może nie jeść nic cały dzień. Może zwymiotować wcześniej. Odrzucam pomysły, przypominając sobie najgorsze migreny, kiedy rzygałam nawet jak teoretycznie nie miałam czym. Kwasem żołądkowym? Żółcią? Nie wiem, nie znam się, wiem, że można wymiotować długo i tak, że aż się wszystko skręca w środku.
Ustalam z Tobą safe sign. Dopytuję doświadczonych koleżanek. Trochę się uspokajam. Trochę... Za mało, wciąż się boję. Ale wciąż chcę, ciekawość "jak to będzie" jest nie do zniesienia, pali mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz